Menu

  • Facebook Slowly Veggie Polska
  • Instagram Slowly Veggie Polska
  • Kanał YouTube Slowly Veggie Polska

Start / Inspiracje / WYWIAD: Vegenerat biegowy

vegenerat

WYWIAD: Vegenerat biegowy

Kuchnia roślinna to doskonała dietetyczna alternatywa dla sportowców. Lekka i pełna witamin, dająca energię, sprzyjająca aktywności. Do sportu i zdrowego jedzenia namawia Przemek Ignaszewski, autor bloga „Vegenerat biegowy”.

Jaki jest twój sposób na zdrowie?

Przemek Ignaszewski: Nie ma konkretnej recepty na zdrowie. Najważniejsze to obserwować swoje ciało, słuchać go i wyciągać wnioski. Dotyczy to zarówno sportu, jak i odżywiania. Dobra kondycja to przede wszystkim kontrola własnego organizmu i tego, co jemy.  Twoja książka „Vegenerata sposób na zdrowie” to efekt kilku lat diety roślinnej i treningów biegowych.

Co cię skłoniło do zmiany stylu życia?

Przemek Ignaszewski: Tak jak wspominam na blogu: „Pewnego pięknego dnia obudziłem się ze snu oblanego tłuszczem na poduszce z hamburgera. Postanowiłem znaleźć złoty środek odchudzający i trafiło na bieganie. Od tamtej pory minęło 5 lat i 50 kilogramów. Nie wyobrażam sobie życia bez biegania, swoich myśli i radości… Nie wyobrażam sobie biegania beze mnie!” – te kilka zdań idealnie opisuje, dlaczego zdecydowałem się zmienić swoje życie. Dzięki temu, że znalazłem w sporcie pasję, ta zmiana trwa do dziś.

Schudłeś w krótkim czasie kilkadziesiąt kilogramów, to nie lada wyczyn! W jaki sposób roślinny jadłospis wpłynął na twoje ciało?

Przemek Ignaszewski: Pierwsze spadki wagi odnotowałem na początku swojej przygody z bieganiem i to właśnie dzięki aktywności fizycznej odniosłem zamierzony efekt. Przejście na dietę roślinną nie tylko pozwoliło mi utrzymać wagę, ale także zrzucić kolejne 20 kilogramów. Zdrowy jadłospis i sport to zdecydowanie najlepsze połączenie dla naszego organizmu. Dodaje energii, wzmacnia odporność, a przede wszystkim sprawia mnóstwo frajdy!

To pytanie trzeba zadać – skąd bierzesz białko? Sportowcy mają znacznie większe zapotrzebowanie na ten składnik niż mniej aktywne osoby.

Przemek Ignaszewski: Głównym źródłem białka w moim menu są rośliny strączkowe, które jestem w stanie zaserwować na setki różnych sposobów. O ile osoby mięsożerne potrafią przygotować kotleta na maksymalnie 10 sposobów, ja cieciorkę mogę zaserwować zarówno na słodko, jak i słono, w wielu wariacjach. Staram się przemycać ziarna soczewicy, fasoli czy grochu do wszelkiego rodzaju past, zup, kotletów i deserów.

Jesteś znany z tego, że propagujesz zdrową, roślinną dietę, gdzie tylko się da. Jakie są kulinarne patenty na przekonanie niejadków do twojej filozofii jedzenia?

Przemek Ignaszewski: Staram się nie weganizować na siłę społeczeństwa poprzez drastyczny przekaz i próby wzbudzania empatii. Myślę, że zdecydowanie lepszą metodą jest serwowanie pysznej kuchni roślinnej ubranej w dobry nastrój. Społeczeństwo ucieka od negatywnych obrazów, potrzebuje sporej dawki optymizmu. Najlepiej połączonej z dobrym smakiem. Nawet jeśli ktoś nie zmieni definitywnie swoich przyzwyczajeń, jest duża szansa, że częściej będzie sięgał po roślinne przysmaki. Hummus z pieczonym burakiem, pełne soczystych warzyw burgery i kolorowe, naturalnie słodkie desery. Kto mógłby się im oprzeć?

Obserwując cię w akcji, podczas gotowania, od razu można zauważyć, że to twoja wielka pasja. Co w kuchni sprawia ci najwięcej radości?

Przemek Ignaszewski: Lubię tworzyć potrawy, których przygotowanie zajmuje mało czasu. Takie cieszą się największą popularnością na blogu. Ważne są też zadowolone miny smakoszy, którzy potrafią obiektywnie ocenić moje dania. Bardzo cenię sobie konstruktywną krytykę, która pozwala mi się rozwijać. Dlatego często zapraszam na kolacje przyjaciół, którzy pełnią rolę degustatorów.

Twoim drugim hobby jest bieganie. Czy ciężko jest zacząć przygodę ze sportem?

Przemek Ignaszewski: Biegać zacząłem jeszcze w czasach, gdy byłem skrajnie otyłym facetem. Jeśli bym powiedział, że było lekko, na pewno bym skłamał. Niejednokrotnie wracałem do domu skrajnie wyczerpany, ale motorem napędowym była moja szybko spadająca waga. Z każdym ubytkiem kilogramów bieganie cieszyło mnie coraz bardziej! Zacząłem dostrzegać coraz więcej pozytywów płynących z tej aktywności. Dziś nie wyobrażam sobie tygodnia bez treningów.

Twój jadłospis, jako sportowca, na pewno jest zbilansowany i poukładany. Czy jest w nim miejsce na małe, kulinarne grzeszki? Do jakich potraw masz słabość?

Przemek Ignaszewski: Nie jestem typem tyrana dietetycznego. Na dobrą sprawę w trakcie gotowania cały czas grzeszę, smakując i podjadając z garnka. Zdecydowanie uwielbiam mączne potrawy. W dobie strasznej nagonki na gluten ja wręcz ostentacyjnie prezentuję swoje wypieki, podkreślając, jak je uwielbiam. Nie wyobrażam sobie dnia bez kromki świeżego, chrupiącego pieczywa.

Jaką radę dałbyś osobie, która najchętniej wolny czas spędza z książką na kanapie? Jak zakochać się w sporcie?

Przemek Ignaszewski: Jeśli ktoś jest typem „kanapowca”i jest mu z tym dobrze, trudno będzie go namówić na przygodę z jakimkolwiek sportem. Zbyt duża presja może przynieść zupełnie odwrotny skutek. Najlepiej takiej osobie pokazywać radość płynącą z biegania czy innego sportu. Podejrzewam, że wcześniej czy później ciekawość podniesie ją z kanapy. A na kolejnym etapie zadziałają już endorfiny, które uwalniają się podczas aktywności fizycznej.

Rozmawiała: Marlena Stremler